Początkowy plan był taki, że miałam spędzić tam 2-3 dni, ale po jednym stwierdziłam: enough. Nowy kierunek to Borobudur i świątynia hinduska (candi). Jest podobno najbardziej wartą zobaczenia świątynią w Azji, zaraz po Angkor w Cambo. Trzeba przyznać, że pogoda dopisała do jej odwiedzenia, bo padało delikatnie, przez co wrażenia były głębsze, bardziej nastrojowe i religijne. Sama budowla – duża, z większą ilością ornamentów niż te w Prambanan. Nie ma co się rozpisywać –-> foto.
Droga powrotna za to była nieziemska. 30 kilometrów pokonane w rekordowym czasie 3 godzin, autobusem w którym śmierdziało benzyną, ale dziwne gdyby nie śmierdziało, skoro kierowca (!) w trakcie jazdy dolewał paliwa do zbiornika, znajdującego się zaraz obok niego, w podłodze :) Te 30km na bardzo długo zostaną w mojej pamięci, również przez widoki za oknem, ponieważ do Borobudur przejeżdża się przez wioskę Tempel, zalaną przez lawę z Merapi, które „pluło” od końca 2010 roku. Na całej trasie czarny piasek na ulicach, dachach domów... Lekko przygnębiający i „czarny” krajobraz.
Borobudur






Wiejska Yogyakarta







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz